Logowanie

Gościmy

Odwiedza nas 84 gości

Kalendarz

PFS Watch odc.1 Drukuj Email
26 listopad 2009
squashMijają 2 miesiące od zmian we władzach PFS. Sugerując się głosami zasłyszanymi przy różnych okazjach czy przeglądając opinie wypisywane na forach dyskusyjnych (zwłaszcza na jednym) można by odnieść wrażenie, że nowy zarząd, mimo, że jeszcze zbyt wiele nie zdążył zrobić, już powinien zostać odwołany.
Na szczęście (dla PFS) najgłośniej zawsze krzyczą Ci co mają wiele do powiedzenia ale niewiele do zaoferowania ze swojej strony.

Zapraszam do lektury krótkiego felietonu na temat tego, co spotkało nas za dotychczasowych rządów nowej władzy.

Warto przyjrzeć się na spokojnie temu, co zmieniło się po wyborze nowego zarządu. Co działo się za poprzedniej kadencji władz PFS mniej więcej wiemy, nie ma sensu ponownie szerzej tego analizować. Ponieważ działo się niewiele, a przynajmniej o niewielu działaniach była informowana tzw. opinia publiczna. Ale za to był spokój, PFS coś robił, nie przeszkadzał za bardzo w rozwoju squasha w Polsce. Funkcjonowały tylko pewnego rodzaju opłaty (za organizację turniejów), ale łatwo je było uzasadnić potrzebą prowadzenia rankingu. Do tego był sponsor strategiczny, który wyłożył z własnej kieszeni całkiem sympatyczny budżet (nie wchodząc w szczegóły było w granicach 200 tys. zł za rok). Pozwoliło to ówczesnym władzom spokojnie funkcjonować bez wyciągania ręki po pieniądze grających. W tej sielance żył polski squash do wakacji 2009r., kiedy to pewne rzeczy zaczęły szwankować, pojawił się konflikt we władzach itd. Do tego wygasła współpraca ze sponsorem, który z jakichś względów nie był zainteresowany jej odnowieniem (może z powodu kryzysu, może nie dostał tego, czego oczekiwał).

Aby nie paraliżować pracy PFS Komisja Rewizyjna sięgnęła po ostateczne rozwiązanie – głos ludu, czyli Walne Zgromadzenie Członków, które odbyło się w 2 częściach, we wrześniu i w październiku. Wynikiem tych spotkań było ustanowienie nowego Statutu Stowarzyszenia, który skupiał niemal całą władzę w rękach prezesa, równocześnie dając większe kompetencje nadzorujące Komisji Rewizyjnej, oraz wybrano nowego prezesa w osobie Adama Michańków.

Wybory nowego Prezesa zostały przeprowadzone przy zachowaniu zasad konkursowych. Całe środowisko miało możliwość zapoznania się z prezentacjami trzech zgłoszonych kandydatów. Praktycznie wszyscy mogli więc zapoznać się z pomysłami każdego z panów na dalszy rozwój Stowarzyszenia, włącznie z kwestiami organizacyjnymi i finansowymi.

Natomiast wybór Prezesa PFS należał już do członków Stowarzyszenia. Jest to dość oczywiste, ale nie zmienia faktu, że każdy mógł dostąpić zaszczytu bycia uprawnionym do głosowania. Wystarczyło wypełnienie kilku rubryk zgłoszenia członkostwa oraz opłacenie składki rocznej 80zł. Żadnych innych kryteriów nie było (i nie ma).

Tak czy inaczej na decydującym Walnym (w październiku w Poznaniu) pojawiło się w sumie kilkanaście osób (słownie: kilkanaście), które łącznie dysponowały głosami ok. 70 osób. Czy to jest wystarczająca reprezentacja polskiego środowiska squasha jest kwestią dyskusyjną. W każdym razie te osoby, świadome praw i obowiązków, dokonały wyboru nowych władz. Wybór większością głosów (także negatywnych wobec Łukasza Nitki, nie ma co ukrywać) padł na Adama, który w swoich materiałach konkursowych najprecyzyjniej ze wszystkich kandydatów wskazał swoje cele na tym stanowisku. I wyraźnie określił swoje priorytety, potrzebne aktywności i źródła ich finansowania.

Swoje urzędowanie na stanowisku Prezes rozpoczął od dokooptowania do zarządu Denisa Łopatina. Co prawda przy okazji wyszły na jaw pewne trudności, nazwijmy to techniczne, (Denis nie ma polskiego obywatelstwa, a co za tym idzie nie może być, zgodnie z prawem, członkiem PFS ani członkiem zarządu). Ale nie odbierajmy z tego powodu człowiekowi prawa do działania na rzecz polskiego squasha. To czy Denis będzie piastował stanowisko członka zarządu czy kierownika ds. sędziowskich i innych, nie powinno zmieniać faktu, iż oceniać powinniśmy efekty jego pracy.

Aby szerzej przedstawić swoją osobę Adam udzielił nam wywiadu, w którym odpowiada na szereg pytań związanych z szeroko rozumianą rolą PFS i działaniami, które zostaną podjęte.

Emocje po wyborach opadły, nastąpiła chwila ciszy przerwana pojawieniem się nowej (choć gotowej już od dłuższego czasu) strony www PFS. Strona ładna wizualnie, w miarę czytelna, posiadająca w zasadzie wszystko, co powinna mieć strona Stowarzyszenia tego typu. Brakuje w zasadzie tylko łatwiejszej nawigacji po nowościach na stronie. Zdarza się, że część aktualizacji łatwo jest pominąć. Tak czy inaczej jest to duży postęp w porównaniu do poprzedniej wersji strony, która była aktualizowana ‘od święta’. Temat genezy powstania i sfinansowania nowej strony specjalnie przemilczę, zostało to już wyjaśnione w wywiadzie.

Na nowej stronie od razu pojawiły się nowe przetargi (na stroje reprezentacji, na organizację ENCC, na Drużynowe Mistrzostwa Polski, na partnera Programu Juniorskiego itd). Pełen profesjonalizm. Szkoda tylko, że nie wszyscy zainteresowani zostali powiadomieni o tych konkursach. Nie każdy ma przecież obowiązek śledzić na bieżąco strony PFS. I nie każdy de facto to robi. Po raz pierwszy wyraźnie dało się w tym przypadku odczuć brak osoby zatrudnionej w Biurze Zarządu. Tak ważne inicjatywy powinny trafiać do adresatów ze 100% skutecznością.

Na prawdziwe trzęsienie ziemi musieliśmy poczekać jeszcze kilka tygodni. W międzyczasie pojawił się pomysł Ligii Drużynowej, ciekawy pomysł, który już dawno powinien być wprowadzony w życie.
Ale nic tak nie rozpala głów, gardeł i klawiatur jak pieniądze. Otóż pewnego pięknego popołudnia PFS na swoich stronach zamieścił lakoniczną informację, że wprowadza w trybie natychmiastowym dodatkowe opłaty od osób startujących w turniejach (10zł od osoby). I zaczęło… Może powiem tak, spotkałem tylko kilka osób, które wypowiedziały się z pełnym zrozumieniem dla tej decyzji.

Zatrzymajmy się jednak przez chwilę nad genezą tych opłat. Wszyscy wiedzieliśmy, że opłaty w jakiejś postaci zostaną wprowadzone. Pierwotny pomysł polegał na rocznej opłacie licencyjnej, która jednak z kilku względów technicznych (m.in. zaburzenie punktacji w turniejach) nie mogła być łatwo wprowadzona. Pomysł z licencją roczną dla klubów też nie znalazł uznania.

Sprawa została postawiona jasno: jeśli nie dojdzie do skutku podpisanie umowy z nowym partnerem strategicznym PFS wtedy zostaną wprowadzone dodatkowe opłaty. I oto są, genialne w swojej prostocie. Nie żadne tam opłaty od klubu, od kortu, od wydanej licencji. Najprostszą opłatą, przyznajmy że dość sprawiedliwą, stało się dodatkowe obciążenie graczy od każdego rozegranego turnieju. Im więcej grasz w turniejach tym więcej dokładasz do budżetu PFS, proste.

Powiedzmy sobie otwarcie. Jeśli chcemy, aby Stowarzyszenie jakim jest PFS działało na rzecz polskiego squash to musi mieć budżet. Skoro nie ma go w wystarczającej wysokości od sponsorów (jak dotąd żaden duży się nie znalazł) ani z budżetu Państwa (a nie może, ponieważ squash nie jest sportem kwalifikowanym, to inna 'bajka') to na działania statutowe musi ‘wyciągnąć’ rękę do kieszeni grających.

Oczywiście pojawiają się 2 ważne pytania przy tej okazji. Czy tryb wprowadzenia opłat był właściwy? Nie był. Zabrakło szerszej konsultacji ze ‘środowiskiem’, ale to jeszcze można przeboleć. Zabrakło przede wszystkim uprzedzenia i pełnej informacji o planowanym wprowadzeniu opłat w takiej a nie innej postaci. Jakież było zdziwienie klubów i organizatorów turniejów, którzy na kilka dni przed imprezą dowiadują się, że będą musieli wyłożyć ekstra pieniądze. A nie zapominajmy, że tę opłatę ponosi organizator, nie gracz. Teoretycznie więc może on wziąć ‘na siebie’ te koszty, nie podnosząc wpisowego. Wydaje się to jednak być mało prawdopodobne. Mało tego, jestem w stanie się założyć, że nawet teraz nie wszyscy organizujący turnieje są świadomi tej dodatkowej opłaty. A istnieje jeszcze lista sankcji za nieterminowe wywiązywanie się z obowiązków wobec PFS.

Drugie ważne pytanie przy tej okazji jest oczywiste. Co dostaniemy w zamian? W myśl zasady płacisz-wymagasz. W końcu wszyscy dorzucimy do budżetu ekstra kilka tysięcy złotych miesięcznie. Ale na odpowiedź musimy chyba trochę poczekać.

Reasumując, nie bardzo rozumiem, skąd nagle ta wrzawa i obelgi pod adresem PFS. O dodatkowych opłatach wiemy od dawna, od kiedy kandydaci przedstawili swoje plany na działalność PFS. Jedynie można mieć pretensje o sposób wprowadzenia, gdyż został przeprowadzony bez jasnej informacji wstępnej.

Złośliwi powiedzą: mamy demokrację i wolny rynek. Z jednej strony władze zostały wybrane w demokratycznych wyborach, a z drugiej nie wprowadzono przecież opodatkowania godziny gry na korcie, ani od uczestnictwa w lidze klubowej. Nikt nikomu nie nakazuje organizować turniejów pod patronatem PFS, ani nie nakazuje w nich grać.

Gdyby choć połowa tych najgłośniej obecnie krzyczących zechciała wziąć na siebie odpowiedzialność za wybór władz, to na Walnym Zgromadzeniu żaden kandydat, który podniósł kwestie finansowania budżetu z dodatkowych opłat nie miałby najmniejszych szans. Gdzie byliście wtedy Panowie i Panie? Nikt na Walnym nie krzyczał, że to zarzynanie polskiego squasha w zarodku.

Pytanie czy te 10zł to dużo czy mało. Niech każdy sam sobie odpowie. Jeśli ma to sprawić, że PFS będzie działał sprawnie i skutecznie promował squash w Polsce to ja jestem za (może nawet kiedyś dzięki większej konkurencji między klubami spadną ceny za wynajem kortów). Zresztą kierunek tych wydatków będzie jawny tak czy inaczej. Nawet jeśli będzie udostępniony tylko członkom PFS to portal NaSquasha nie omieszka zapewne ujawnić co ważniejszych pozycji dla wszystkich zainteresowanych.
Jeśli zobaczymy dopłaty do szkółek juniorskich, dofinansowanie pracy trenerów i wyraźne działania PFS w środowisku to te 10zł wydaje mi się, że każdy powinien przeżyć. Teraz przynajmniej uwaga wszystkich będzie bardziej skierowana w stronę tych wydatków. Dopóki PFS wydawał pieniądze XTB mało kto się tym interesował.

Teraz więc, zanim napiszemy, że nasze pieniądze ze składek poszły np. na laptopy i podróże służbowe, poczekajmy na pierwsze efekty działań PFS. Zebranie składek to miał być początek, a nie cel sam w sobie. Rozliczymy efekty, ale dajmy się wykazać nowym władzom. Trzeba w końcu przyznać, że w 2 miesiące zrobili więcej niż poprzedni zarząd w pół roku. A czy więcej dobrego czas pokaże, cierpliwości.

Bartek Wysocki

Treść artykułu oddaje tylko i wyłącznie subiektywną opinię autora.





Komentarze (8)
RSS komentarzy
1. 27-11-2009 12:35
Trafione w samo sedno - prezentacja kandydatur była jawna i opisywała plan działania bardzo szczegółowo. Wybraliście to czego chcieliście, teraz dajcie szansę się wykazać! 
Jeśli chcieliście squash jako sport ogólnie dostępny, popularny i tani to trzeba było zagłosować na kandydaturą Pana Damiana Malińskiego (którego osoba według mnie była najbardziej odpowiednia na tym stanowisku). Wybrano inaczej - squash sport elitarny i drogi - więc miejcie pretensje do siebie że nie pojechaliście zagłosować.
Dodane przez Piotrek (Gość)
2. 27-11-2009 17:53
Program partii programem narodu.
Dodane przez Michał (Gość)
3. 27-11-2009 22:33
a jak Denis nei ma obywatelstwa ... to z jakiej racji grał w IMP 2008 ?:))
Dodane przez ;) (Gość)
4. 28-11-2009 13:53
Trzecia rzecz, której zabrakło, to jakiś (jakikolwiek) plan zagospodarowania tych 10 zł per osoba za turniej. Jeżeli mam płacić dychę za to, że ktoś przepisze moje nazwisko z kartki do formularza w komputerze, to wolę nie być notowany w rankingu. 
Poza tym, o ile się nie mylę, to organizator turnieju zapewnia wszystko czego "wymagamy" (korty, napoje, żarcie, czasem techniczna koszulka ;) ), a nie zarząd PFS.
Dodane przez Kuba (Gość)
5. 28-11-2009 15:28
Tak już jest w polskim internecie, że w komentarzach dominuje ślina i żółć. Większość wpisujacych się nie ma nic ciekawego do powiedzenia, ale kręci ich, że robią to anonimowo. C\'est la vie. Kol. Michańków musiał być tego świadomy, kiedy zdecydowal się kandydować w wyborach, więc nie widzę powodu, żeby go teraz jakoś specjalnie żałować. 
 
Finansowanie zawsze będzie tematem drażliwym, ale zgadzam się z tezą zawartą w felietonie, że PFS w pierwszej kolejności musi finansować się pieniędzmi graczy (a raczej członków stowarzyszenia, o czym niżej). Tak działają wszystkie stowarzyszenia i związki sportowe w Polsce. Na pieniądze państwowe na razie nie ma szans z wiadomych względów. Działalności gospodarczej PFS nie prowadzi, i slusznie. Nie ma też co liczyć na rzesze mitycznych sponsorów, do których poszukiwania nawołują Prezesa krewcy internauci, przeciwni sięganiu do ich kieszeni. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Squash nie istnieje w środkach masowego przekazu, a ze względu na specyfikę dyscypliny trudno go będzie wprowadzić do telewizji. Tego nie zmieni nawet wzrost popularności squasha w Polsce, bo to nie jest problem lokalny. Wystarczy pooglądać różne niekodowane kanały sportowe - jest snooker, są zawody drwali, MMA, curling, ale squasha nigdzie nie ma :-( Sponsorzy też chcą czegoś w zamian, a PFS ma po prostu niewiele do zaoferowania. Na dodatek poprzedni sponsor został wy***any przez poprzedni zarząd i wiarygodność PFS jest obecnie żadna. 
 
Na koniec te nieszczęsne 10 złotych. Idea niezła, ale wykonanie złe. Wpłacający 10 złotych finansuje cele statutowe PFS, ale nie dowie się, czy PFS dobrze zagospodarował jego wpłatę. Z woli Prezesa finanse PFS są bowiem jawne tylko dla członkow PFS, a pozostałym wara od nich. Sytuacja jest kuriozalna: uczestnik 20 turniejów rocznie nie wie, na co wydano jego 200 zł, a członek PFS wie, chociaż wpłacił tylko 80 zł.  
 
Ale to można naprawić: niech warunkiem gry w zawodach pod egidą PFS będzie przystąpienie do PFS, czyli opłacenie składki rocznej. Po prostu, tak jak to ma miejsce we wszystkich NORMALNYCH związkach sportowych. Analogiczny mechanizm trzeba zastosować przy przyznawaniu licencji trenerskich i sędziowskich. Wtedy związek będzie miał zapewnione podstawowe finansowanie, a gracze będą mieli prawo narzekać i wymagać (w kwestiach sportowych, sędziowskich, organizacyjnych itp.). Dziś PFS to jakiś dziwoląg wśród związków sportowych, który zrzesza mniej niż 150 osób, a wielu z nich próżno szukać na listach rankingowych, listach sądziów czy trenerów. Wstyd - 150 osób to niewiele więcej niż liczba kortów w Polsce. To trzeba zmienić.  
 
Trzeba jednocześnie - ważne - zmienić statut PFS, i odebrać ekstra przywileje tzw. członkom-założycielom. Przy obecnym statucie PFS nie ma szans się rozwijać, bo grupka ludzi, często anonimowych w środkowisku, może blokować zmiany. Zastanawiam się, czy w poważnych związkach sportowych też występuje instytucja uprzywilejowanego członka-założyciela, czy może znów PFS jest niechlubnym wyjątkiem.
Dodane przez Tomek (Gość)
6. 29-11-2009 13:23
Finansowanie w pierwszej kolejności z kieszeni graczy... Oczywiście i wszyscy z wielka chęcią będą płacić... Ludzie kochani a może w końcu trzeba by się dostać na listę dyscyplin sportowych, no i pieniążki by się jakieś znalazły. Sponsorzy potraktowaliby "państwowy" związek poważniej niż prywatę. Uważam ze to powinien być priorytet PFSu!!!
Dodane przez Rex (Gość)
7. 07-12-2009 15:12
No i doczekaliśmy się czystego narodowo ;-), jednoosobowego Zarządu. Na dodatek Komisja Rewizyjna zgłosiła szereg zastrzeżeń do działań pp. Michańkowa i Łopatina. Co dalej?
Dodane przez Tomek (Gość)
8. 09-12-2009 11:53
do prokuratora sprawę przekazać...ciekawe czy znów skasujecie niewygodną odpowiedz?
Dodane przez gość (Gość)

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę, by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść, jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
Komentarz:

Ochrona:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
Copyright © 2007 www.NaSquasha.pl & Miro International Pty Ltd. All Rights Reserved.